Prologic Wind Blade

0
164
shrinkToFit

Czy można stworzyć udane połączenie swingera i hangera? Taką swoistą hybrydę ma w swojej ofercie firma Prologic. Czy to produkt udany? Zapraszam na test Karpmanii.

Zacznijmy od opisu katalogowego sygnalizatorów Wind Blade. Jak podaje producent „to prawdziwa innowacja, konstrukcja całkowicie odporna na boczne podmuchy wiatru, który łatwo przesuwa tradycyjne sygnalizatory i powoduje sztuczne brania”. W dalszej części opisu czytamy, iż „aerodynamiczny przekrój dosłownie przecina boczne podmuchy wiatru, zaś unikalny system składający się z gumowych przekładek i dwóch wewnętrznych linek stalowych doskonale usztywnia całość. Regulowane złącze Quick Release pozwala na łatwą zmianę kąta ustawienia sygnalizatora, co pozwala na uzyskanie odpowiedniego naprężenia żyłki w każdej sytuacji, niezależnie od kąta ustawienia wędzisk”. Hmm, brzmi cudowanie – specjaliści od wędkarskiego marketingu spisali się na przysłowiową „piątkę”. Jak jest w rzeczywistości?

Pierwsza, podstawowa sprawa to sama idea, która wydaje się ze wszech miar słuszna. Nikt z nas nie lubi przecież bez wyraźnego powodu wydawać swoich ciężko zarobionych pieniędzy i, jeśli jest taka możliwość, zamiast kupna dwóch kompletów sygnalizatorów – woli wybrać jeden zestaw, ale za to uniwersalny. Zastanówmy się jednak, czy rzeczywiście możliwe jest stworzenie takiej udanej hybrydy swingera i hangera. Być może tak, mam jednak nieodparte wrażenie, że tym razem efekt końcowy nie jest do końca udany.

Wind Blade Prologic zapakowany jest standardowo, żadnych fajerwerków tu raczej nie uświadczymy. Ogólną jakość wykonania produktu określiłbym na poziomie najwyżej poprawnym, co zważywszy na stosunkowo wysoką cenę detaliczną (oscyluje w granicach 80-90 zł) rozczarowuje. Oczywiście zupełnie odrębną kwestią jest sposób „starzenia” się produktu w boju, czyli jak długo ów sygnalizator posłuży nam nad wodą. Tego jednak – w ramach tego testu – nie sposób ocenić.

Przejdźmy do kwestii najistotniejszej – jak to działa? Rozpocznę przewrotnie pytaniem – w jakich sytuacjach sięgamy po hangery? Zazwyczaj, kiedy łowimy nad małymi i średnimi wodami, tam, gdzie zależy nam na jak największej czułości. Jak wiadomo hanger oparty jest na luźnym ramieniu, wykonanym z łańcuszka, linki bądź innego, podobnego materiału – stąd właśnie bierze się jego genialna czułość. Czy Wind Blade możemy tak ustawić, aby sztywne ramię stało się – jak za dotknięciem magicznej różdżki – kompletnie luźne? Nie, to niemożliwe. Odpowiednia regulacja kąta ustawienia sprawi wprawdzie, że ramię naszego sygnalizatora nieco „zmięknie” (choć bardziej właściwym byłoby chyba napisanie, że po prostu przybierze kształt łuku), ale do funkcjonalności tradycyjnego hangera wciąż będzie bardzo daleko.

Pozwolę postawić sobie i drugie pytanie – kiedy potrzebny jest nam swinger? Już odpowiadam – zwykle wtedy, gdy wybieramy się nad duże wody i zamierzamy łowić na sporych dystansach. Bardzo przydaje się wówczas dodatkowe dociążenie sygnalizatora mechanicznego, jeszcze lepiej, gdy ma on również naciąg sprężynowy. Wind Blade nie posiada ani jednego, ani drugiego rozwiązania. Zastąpiono je innym patentem, pozwalającym na regulację napięcia naszej linki głównej. Wewnątrz sygnalizatora biegną dwie stalowe linki, a kąt ustawienia ramienia decyduje, jak silne będzie „parcie” na żyłkę lub plecionkę. Czy Wind Blade sprawdza się zatem, jako swinger? Nieporównywalnie lepiej, niż jako hanger, jednak wciąż – w moim odczuciu – nie jest to swinger „pełnotłusty”.

Miałem to szczęście, że w kończącym się właśnie sezonie byłem na karpiach ze znajomym, który sygnalizatory Wind Blade sobie kupił i na własne oczy mogłem się przekonać, jak działają. Jak? Poprawnie, wskazują brania i już. Zdecydowanie bliżej im do klasycznych swingerów, niż super czułych hangerów. Są trochę za duże, mogą wręcz sprawiać wrażenie topornych. Czy zaś „aerodynamiczny przekrój dosłownie przecina boczne podmuchy wiatru”, że zacytuję katalogowy opis, trącający nieco megalomanią? Fakt, nie „huśtają” się jak klasyczne hangery, ale – jak mawia mój syn – szału nie ma. Określanie ich mianem „prawdziwej innowacji” uważam zaś za kompletne nieporozumienie i niezrozumienie słowa innowacja. Fajnym rozwiązaniem jest natomiast system szybkozłączek, z którego Prologic jest znany wśród karpiowej braci. To dobre rozwiązanie, bezwzględnie ułatwiające życie.

Tradycyjnie – w poszukiwaniu opinii, uwag i spostrzeżeń na temat Wind Blade – przeszukałem nasz karpiowy Internet. Znalazłem parę filmików promocyjnych na YouTube (również w wersji polskiej), jednak poza jedynym wpisem na jednym z forów dyskusyjnych, brzmiącym mniej więcej tak: namierzył już ktoś te swingery? oraz linkami do sklepów internetowych, które je sprzedają – informacji więcej brak. Albo więc z produktem tym nikt dotychczas nie miał żadnych problemów (w co raczej nie wierzę…), albo niezwykle mało wędkarzy zdecydowało się na jego zakup. A może źle szukałem?

Dla kogo zatem Prologic przygotował sygnalizatory Wind Blade? Bez wątpienia dla osób, które szukają rozwiązań uniwersalnych, ale nie do końca chyba są świadomi ograniczeń, wynikających z takiej, a nie innej konstrukcji. Na pewno też dla karpiarzy, którzy lubią testować nowinki. Osobiście jestem zwolennikiem starej szkoły. Uważam, że nic nie zastąpi kompletu dobrych swingerów oraz zestawu sprawdzonych hangerów.

Ocena końcowa? Niestety, będą jedynie dwie i pół gwiazdki, przy czym owa „połówka” – za próbę bycia innowacyjnym.

tekst i foto: Mariusz Kapuściński

Test Karpmanii to dział prawdziwych recenzji sprzętu karpiowego. Fachowym i bardzo krytycznym okiem spoglądamy dla Was na wszelkie nowości rynkowe – tylko u nas przeczytacie, co naprawdę warto kupić, a co lepiej omijać szerokim łukiem.

Artykuł pochodzi z Karpmanii nr 4/2014

shrinkToFit