Zimową porą

0
62
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
- Partner portalu -

Kilkanaście, a być może i kilkadziesiąt zimowych tygodni, które w ostatnich latach spędziłem nad zbiornikiem Rybnickim skłoniły mnie do podzielenia się z Wami moimi doświadczeniami dotyczącymi łowienia karpi w tej ekstremalnej porze roku. Tym razem nie będzie jednak o kulkach, wędkach, żyłkach czy modelach do wywózki.

Tym, którzy mają wielką ochotę na prawdziwą, zimową przygodę z karpiami, a nie bardzo wiedzą jak się do tego zabrać, proponuję zacząć od podstaw, czyli od dobrej organizacji biwaku. W artykule tym opowiem Wam, co naprawdę jest ważne i jak wystrzec się najczęściej popełnianych błędów.

Jakoś to będzie…

W przygotowaniach do zimowego, nierzadko dwutygodniowego pobytu nad wodą, nigdy nie stosuję zasady „jakoś to będzie”. Taki sposób myślenia niemal zawsze nie popłaca, teraz jednak dodatkowo może przynieść naprawdę niemiłe konsekwencje. Zawsze staram się zadbać o każdy szczegół, by wystrzec się przykrych niespodzianek. Jednym słowem – niczego nie pozostawiajmy przypadkowi.

Pamiętam dokładnie pewną zasiadkę sprzed paru lat, gdy podkusiło mnie, aby zjawić się nad wodą około północy – o tej bowiem godzinie zaczynała się doba wędkowania. Niestety, zapomniałem o jednym, dość istotnym szczególe. Otóż słupek rtęci spadł tej nocy poniżej minus 20 stopni Celsjusza. Problem powstał już na samy początku wyprawy – przy wbijaniu, choć pewnie powinienem raczej napisać – przy niszczeniu szpilek. Głęboko zamarznięta ziemia za żadne skarby nie chciała się poddać. Na całe szczęście wiertarka akumulatorowa i kilka solidnych wierteł (zupełnie zresztą przypadkowo pozostawionych w moim busie) uratowały mi życie. Przy tej okazji do głowy przychodzi mi kolejna, dobra rada. Zimą warto zabrać ze sobą na łowisko parę dużych kartonów. Zapytacie zapewne – w jakim celu? W czasie mrozów rozłóżcie je i umieśćcie pod podłogą namiotu – stworzą całkiem dobrą izolację. Od lat stosuję ów prosty, ale bardzo skuteczny patent – działa znakomicie.

O namiocie słów kilka

Rzecz bardzo ważna – nigdy nie zapominamy o porządnym rozłożeniu i precyzyjnym przyszpileniu namiotu. Szczególną uwagę powinniśmy poświęcić narzucie – chodzi o to, aby nasze „mieszkanie” było jak najbardziej szczelne (o ile w ogóle możemy mówić o szczelności namiotów…). Należyte wykonanie tej roboty pomoże nam w utrzymaniu wewnątrz wyższej temperatury, a także zmniejszy ryzyko ewentualnych szkód, o które wcale nie trudno w czasie silnych wiatrów i zamieci śnieżnych, występujących często w tym czasie nad dużymi zbiornikami. Podzielę się z Wami pewną anegdotą z mojej wyprawy. Niechlujne zamocowanie narzuty i niedokładne domknięcie na noc zamków drzwi doprowadziły do tego, że silny wiatr w połączeniu z obfitymi opadami śniegu utworzyły przez noc piękną, puchową, kilkunastocentymetrowa powłokę. Aby było jasne – nie mam na myśli powłoki zewnętrznej, a tę wewnątrz mojego „biwaku”. Nie było mi wówczas do śmiechu…

Ogrzewanie

Z reguły na zimowe wyprawy zabieram ze sobą namiot średnich rozmiarów. Dlaczego nie większy? Cóż, mniejsze konstrukcje nieporównywalnie szybciej i lepiej nagrzejemy. Dochodzimy tu do niemal kluczowej kwestii podczas zimowych zasiadek, jaką bez wątpienia jest ogrzewanie. Od lat z powodzeniem używam piecyka z matą katalityczną firmy Colemann, zasilanego czystym propanem. Pozwala mi on na utrzymywanie w miarę stałej temperatury wewnątrz mojego namiotu – na poziomie od 7 do 9 stopni Celsjusza, przy temperaturze zewnętrznej oscylującej wokół minus 10 stopni. Butla o wadze 11 kg wystarcza na około 6 dni grzania non stop. Nie mam żadnego doświadczenia z piecykami innego rodzaju np. tymi zasilanymi naftą. Jedno mogę Wam jednak poradzić – Wasze bezpieczeństwo jest najważniejsze i jakiekolwiek oszczędności w tym temacie to naprawdę kiepski pomysł.

Wyżywienie    

Kolejnym, bardzo ważnym punktem naszych zimowych wypraw jest kwestia wyżywienia. Bezwzględnie pozytywną sprawą jest to, że możemy zabrać ze sobą świeżą żywność, która – w odróżnieniu od okresu letniego – w niskich temperaturach na pewno nam się nie zepsuje. Tu jednak „bajka” się kończy. Moim skromnym zdaniem sprawa prawidłowego odżywiania się podczas zimowych zasiadek ma ogromne znaczenie, a przez wielu niedoświadczonych karpiarzy jest często lekceważona, a przynajmniej nieodpowiednio traktowana. Gorąco radzę Wam zastosować w tym przypadku solidną samokontrolę. Podstawa to gorące napoje (spożywane regularnie, co 1-2 godziny) oraz porządne, energetyczne i ciepłe posiłki (choć z pewnością w warunkach zimowych nie raz nie będzie się Wam chciało gotować…) – bez tego naprawdę trudno o dobre samopoczucie i prawdziwy komfort. Pewnie zmartwię wielu z Was, ale w trakcie zimowych sesji nad wodą dźwięk otwieranych puszek z piwem zdecydowanie powinien należeć do rzadkości. W pierwszym momencie alkohol spowoduje, iż będzie nam cieplej, jednak w miarę upływającego czasu odczucie to zniknie i całkiem szybko zrobi się nam jeszcze bardziej zimno i nieprzyjemnie.

Odzież zimowa

Nie chciałbym tutaj przesadzać, osobiście twierdzę jednak, iż dobre przygotowanie psychiczne – poukładanie i zaplanowanie całego pobytu w głowie – bezsprzecznie jest podstawą udanej i bezpiecznej zasiadki, takiej, kiedy temperatury na zewnątrz mogą sięgać niekiedy i minus 25 stopni Celsjusza. Wszystko jest „pięknie i ładnie”, gdy w ciągu dnia mamy zaledwie parę stopni mrozu i przy okazji świeci wspaniałe słońce. Pamiętajcie jednak, że taki zimowy dzień jest niezwykle krótki i ani się obejrzymy, gdy nadejdzie wieczór, a zaraz potem ciemna noc. Jeszcze szybciej spadnie zaś temperatura. Przejdźmy zatem do kolejnej, niezmiernie istotnej kwestii, a mianowicie naszego ubioru. Nie odkryję tu oczywiście żadnej wielkiej tajemnicy, jeśli napiszę, iż dobry ubiór jest z reguły kwestią ceny. Na odzież zimową możemy wydać od kilkuset złotych do nawet kilku tysięcy. Producenci oferują nam dziś materiały coraz nowocześniejsze, wytrzymalsze, lżejsze, o znakomitych parametrach (ważne są oddychalność, wodoodporność, specjalnie podklejane szwy, itp.) – wybór na rynku naprawdę jest duży. Marzeniem byłoby ubrać się od stóp do głów w ciuchy z membraną (np. Gore-Tex), to jednak będzie kosztować i to sporo… Tak naprawdę, aby wybrać się na zimowe karpie wcale nie trzeba rozbijać banku. Myślę, że połączenie odpowiedniej bielizny termoaktywnej (jej ceny w ostatnim czasie dość znacznie spadły, można ją kupić nawet w zwykłych supermarketach) z ubraniem się na tzw. „cebulkę” plus dobre, zimowe buty i rękawiczki, skutecznie uchronią nas przed najgorszym, czyli odmrożeniem, i jednocześnie pozwolą na w miarę komfortowe funkcjonowanie na łowisku. Pamiętajcie też, że zimą większą część czasu z reguły spędzamy w namiocie, no chyba, że mamy dużo brań… ale dziś nie miało być o wędkowaniu!

Zimowy, gruby śpiwór to bez wątpienia „oczywista oczywistość” i z pewnością nie trzeba o tym nikomu przypominać, ale może skorzystacie jeszcze z mojej ostatniej rady. Otóż na tydzień przed wyprawą profilaktycznie zażywam Rutinoscorbin lub inne, tym podobne podobne specyfiki. Uodporniają organizm i… no tak – psychiczne nastawienie jest najważniejsze.

Gorąco pozdrawiam wszystkich, których kusi karpiowa wyprawa w ekstremalnych warunkach. Polecam, wrażenia niezapomniane!

tekst i fot. Witold Smolarczyk

- Reklama -