Big game nad Morzem Czerwonym

0
10
- Partner portalu -

tekst i fot. Maciej Garbowicz

Egipt słynie z wielu unikalnych i różnorodnych atrakcji. Większości kojarzy się z wakacjami typu All Inclusive. Najeżone zjawiskowymi rafami Morze Czerwone jest niesamowitą fuzją pełnego życia podwodnego świata z tysiącami ryb i leżącej u jego brzegów nieurodzajnej pustyni. To kontrastowe połączenie zachwyca i pozostawia wyjątkowe wrażenie. Poza słońcem, piramidami i darmowymi drinkami w hotelach, można tu również wspaniale spędzić czas z wędką u boku. I mimo, że myśląc o Egipcie w pierwszym odruchu pomyślimy o kolorowych rybkach z raf koralowych, to całkiem realna jest tu realizacja najbardziej wyrafinowanych wędkarskich marzeń…

 

Po blisko czterogodzinnym locie z Polski przenosimy się do miejsca, w którym – przy odrobinie szczęścia – możemy trafić na ludzi, którzy wiedzą jak nasze marzenia zrealizować. Niestety, nie jest to wcale takie oczywiste, gdyż wiele lokalnych firm oferuje wyprawy wędkarskie na mocno amatorskim poziomie. Kilkuletnie doświadczenia pozwoliły mi jednak uniknąć tego typu atrakcji i po rocznej przerwie ponownie trafiłem na sprawdzoną jednostkę naszego egipskiego przewodnika. Celem zmagań zaplanowanych na pięć dni kolejny raz będą niesłychanie waleczne tuńczyki. Musicie przy tym wiedzieć, iż w wodach Morza Czerwonego możemy się spodziewać spotkania z kilkoma przedstawicielami rodziny makrelowatych.

Naszą przygodę zaczynamy rankiem następnego dnia po przylocie. Szybka łódź z dwoma mocnymi silnikami po godzinie rejsu przenosi nas w rejon polowania. Wietrzna pogoda i stosunkowo wysoka fala na morzu nie budzą optymizmu, jednak pierwsze chwile w łowisku pozwalają szybko zapomnieć o tych niedogodnościach. Dosłownie w jednym z pierwszych rzutów po ataku na powierzchniowego jerka, na wędce melduje się niemal metrowy tuńczyk wielkooki. Niestety, atakujące drobnicę drapieżniki szybko znikają z zasięgu naszego wzroku. Z perspektywy czasu wiem, że by trafić na takie powierzchniowe, intensywne żerowanie ryb trzeba być szczęściarzem. Dlatego metody połowu są uzależnione od charakteru i głębokości żerowania. Poza powierzchniowymi poperami i stickbaitami chętnie sięgamy po krótkie wędki do vertical jiggingu.

Łowienie w pionie na szybko podciągane przynęty jest z pozoru proste, ale wymaga wprawy i odpowiedniej techniki. Moją ulubioną przynętą w tych wodach są pilkery Vortex Speed Jig z oferty firmy Williamson. Penetrując wodę do głębokości 100 metrów używam wabików o wadze od 150 do 180 gram. Nie wiedzieć czemu najczęściej łowionym w ten sposób gatunkiem tuńczyka jest Dogtooth tuna (Gymnosarda unicolor). Zwykle jednak nasze zestawy są atakowane przez tuńczyki wielkookie (Thunnus obesus). Najskuteczniejszym sposobem na wybredne i niezbyt agresywne ryby jest swobodnie opadający kawałek sardynki założonej na stosunkowo małym, lecz bardzo mocnym i ostrym haczyku. Unosząca się w toni mała rybka jest porywana przez patrolujące toń wody drapieżniki. Dodatkowym wabikiem jest nęcenie małymi rybkami obszaru wokół zakotwiczonej łódki. Bardzo ważna w tej metodzie połowu jest bieżąca obserwacja ekranu echosondy. Hałasujący w tym samym czasie powierzchniowy poper okazuje się wręcz niezbędny. Nawet jeżeli nie zostanie on zaatakowany przez tunę, budzi ich ciekawość i prowokuje do pobytu w rejonie wędkowania.

Dla mnie jest to świetna okazja do testowania ręcznie robionych poperów które są efektem współpracy z moim przyjacielem Robertem Łuczakiem. Zacięta ryba zazwyczaj pikuje w kierunku dna. Podciągnięta z wielkim trudem do powierzchni lubi taki manewr powtórzyć, czasem kilka razy. Jest to prawdziwy sprawdzian dla wytrzymałości używanego sprzętu. Tu nie ma miejsca na żadne kompromisy! Widziałem już zbyt wiele różnego rodzaju połamanych morskich wędek, adoptowanych do takiej formuły wędkarstwa, abym nie doceniał wagi doboru właściwego sprzętu. Dobra kondycja fizyczna jest kolejnym atutem, bo bardzo często walka z rybą trwa kilkanaście minut, a czasem i zdecydowanie dłużej.

W ciągu całej wyprawy każdy z naszej czwórki miał możliwość wyholowania kilku ryb o długości 120-125 cm. Największe ze złowionych tuńczyków przekroczyły magiczne 130 cm. Większe na ogół wygrywały walkę, często w pierwszych minutach holu. Siła i moc jaką te ryby demonstrowały na wędce można jedynie porównać do rozpędzonego pociągu Pendolino! Oprócz tuńczyka wielookiego – głównego celu wyprawy – udało nam się również zaliczyć kilka innych, ciekawych gatunków miejscowej ichtiofauny. Na naszych wędkach meldowały się także mniejsze bonito (Euthynnus affinis), Dogtooth tuna (Gymnosarda unicolor) oraz tuńczyk pasiasty (Katsuwonus pelamis). Na popery złowiliśmy trzy gatunki karanksów (Carangoides bajad), (giant trevally), (Caranx melampygus), graniki czerwone (Plectropomus pessuliferus) i księżycowe (Variola louti) oraz wiele innych morskich dziwolągów. Była w końcu okazja spotkać na morskich falach delfiny oraz żółwie zielone. Największe jednak wrażenie zrobiło na nas spotkanie z kilkumetrowym rekinem wielorybim (Rhincodon typus).

Przerwy w wędkowaniu przeznaczyliśmy z reguły na poznanie mieszkańców rafy koralowej położonej w bezpośredniej bliskości naszej bazy noclegowej. Obserwowane bogactwo gatunków za każdym razem zadziwia swoimi barwami. To wszystko decyduje, że Egipt jest dla mnie jedną z ciekawszych, a przy tym w miarę bliskich i niedrogich destynacji wędkarskich do której zawsze chętnie wracam.

 

Warto wiedzieć

Koszt jednodniowego rejsu wędkarskiego na ośmiometrowej łodzi z profesjonalnym przewodnikiem to około 700-800 zł od osoby (w zależności od trasy i ilości uczestników).

Na ogół organizator posiada swój sprzęt, jednak warto ze sobą zabrać wędkę do morskiego popingu o ciężarze wyrzutu od 150 do 200 gramów bądź krótszy kij o podobnych parametrach do vertical jiggingu. Nie polecam wędek typu travel! Kij do skutecznego holu z mocnymi morskimi drapieżnikami powinien być wykonany z pełnego, jednoczęściowego blanku mocowanego w dolniku z uchwytem na kołowrotek. To wprawdzie rozwiązanie kłopotliwe w transporcie, daje jednak realną szansę na bezproblemowe i pozbawione ewentualnych przykrych niespodzianek wędkowanie.

Podczas połowów używaliśmy kołowrotków morskich ze stałą szpulą w największych rozmiarach np. Shimano Stella 16 000 – 20 000 czy też Daiwa Saltiga 6500 – 8000.  Świetną alternatywą dla droższych produktów są kołowrotki z serii BG lub Saltist w rozmiarze 8000. Łowimy na morskie plecionki o wytrzymałości 40-50 kg. Osobiście używam plecionki Saltiga 0,35 mm. Przy każdej z wymienionych metod należy używać przyponów z fluocarbonu o grubości minimum 1 mm i długości przynajmniej 150 cm. Ze względu na dynamikę i obciążenia w trakcie holu do łączenia przynęt nie używa się agrafek. Z tego powodu warto mieć mocne, nierdzewne szczypce do kołek łącznikowych, które są jedynym akceptowanym i pewnym sposobem łączenia linki z przynętą. Jadąc na morską wyprawę nie można zapomnieć o zabraniu biodrowego pasa, który ułatwia długie hole bardzo silnych ryb. Ze względu na trwałość, rekomenduję produkty wykonane ze stopu aluminium. Zwyczajowo we wszystkich przynętach sztucznych stosuję kotwice Owner St-66TN 4X w rozmiarze 3/0 lub 4/0.

- Reklama -