Dziwny jest ten świat

0
16
- Partner portalu -

Dziwny jest ten świat śpiewał niegdyś nieodżałowany Czesław Niemen. Patrząc na to, co dzieje się wokół mnie, mam jednak wrażenie, że nawet sam mistrz nie przewidział, jak jeszcze bardziej dziwna i niezrozumiała stanie się wkrótce nasza rzeczywistość

Nie, nie będę dziś pisał o polityce, bo to w końcu Karpmania, a nie Politykomania, choć akurat ta sfera naszego życia od jakiegoś czasu jest dla mnie kompletnie niezrozumiała. Dziś będzie o sukcesach i o naszym – narodowym – stosunku do nich. Kojarzycie tę pamiętną scenę z genialnego filmu Dzień Świra z modlitwą Polaka?Od razu sobie o niej przypomniałem, kiedy nasz karpiowy Internet obiegła wieść, że oto mamy nowy Rekord Polski w karpiu.

To było tak – początek marca, dziewiąta rano, leżę jeszcze w łóżku (znowu pracowałem do później nocy), słyszę, że na mojego iPhone przyszła nowa wiadomość. Wstać, czy nie wstać, oto jest pytanie majaczy mi w głowie. Nie, jeszcze pięć minut szybko sam sobie odpowiadam i próbuję ponownie zasnąć. Dziesięć minut później mój syn stwierdza głośno, że stanowczo za długo dziś śpię. Ok,wakeup! Rzadko przeglądam wiadomości przed śniadaniem, ale tym razem zerknąłem na ekran telefonu. To Karol Błażyca pisze o swoim materiale do nowego numeru Karpmanii, a wiadomość kończy słowami Aha i przygotuj się na zmianę Rekordu Polski –jest karp 34,50 kg z Elektrowni Rybnik. No proszę, brawo, choć w sumie zdziwiony nie jestem. Każdy, kto ma jako takie rozeznanie w polskim świecie karpiowym wie, że w rybnickim morzu pływają wielkie karpie. Pierwsze zaskoczenie przyszło chwilę później. Na moje pytanie do Karola, kto jest szczęśliwym łowcą, ten odpowiada, że Dawid Mucha. Hmm, nie znam i dzielę się tym spostrzeżeniem z Karolem. On szybko odpowiada, że to wcale nie jest dziwne i, że nikt go nie zna, bo łowiąc tę sztukę był na karpiach drugi raz w życiu. No to grubo! śmieję się w myślach i chwilę później udostępniam informację o nowym rekordzie na profilu FB Karpmanii. Istotne w całej opowieści jest to, że – jak na razie – brak jest zdjęć nowego rekordzisty z okazem…

Ów brak dokumentacji zdjęciowej stać się miał chwilę później przyczyną prawdziwej słownej „jazdy bez trzymanki” na wspomnianym już wcześniej Facebook.Ciekawe dlaczego nie dali zdjęcia? Jak to dlaczego, bo gość musi się dogadać ze sponsorem na co złowił! Eee, a czy aby na pewno ta ryba tyle waży? Jak on trzyma tego karpia, amator! Itp., itd. Na szczęście były też gratulacje, wyrazy uznania, jednak fala hejtu powoli zaczęła zalewać karpiowy net. Dość kontrowersyjna była też relacja ze zdarzenia, którą można było przeczytać na profilu FB ogólnopolskiej TVN24, a zatytułowana Wyłowił karpia ważącego 34,50 kg! Dziennikarz, którzy ją przygotował ewidentnie „nie odrobił pracy domowej” – moim skromnym zdaniem jego wiedza z dziedziny wędkarstwa była zdecydowanie zbyt mała, aby takiego newsa robić. Wszystkich przebił jednak Zygmunt Barylak, prezes polskiego koła wędkarskiego nr 49 w Rybniku. Oto, co powiedział w rozmowie ze stacją telewizyjną Duże sztuki mają dużo tłuszczu, przerośniętą tkankę mięśniową i mulisty zapach. Można je zapeklować na noc, a następnie uwędzić, jeśli ktoś potrafi. Ale do smażenia czy gotowania nie polecam. Cytat pochodzi z wspomnianego już profilu TVN24. Kiedy to przeczytałem, niemal zanieczyściłem ekran swojego laptopa kawą, którą właśnie piłem. Nie mam złudzeń – doskonale zdaję sobie sprawę, że nie dla wszystkich zasada no kill jest zrozumiała i nie wszyscy jej przestrzegają, jednak ze strony Pana Prezesa z PZW można by oczekiwać więcej empatii. Tak na marginesie, podejście przedstawiciela Polskiego Związku Wędkarskiego doskonale oddaje ducha tej organizacji. Wiem, że uogólniam, jednak sposób myślenia władz PZW kompletnie odstaje od dzisiejszej wędkarskiej rzeczywistości. Nie tylko wszakże łowcy karpi darują życie rybom. Postawę taką prezentuje coraz więcej środowisk skupionych wokół danych gatunków. Zasada jest dość prosta – zjedzonej ryby raczej nie złowimy ponownie, a opłata za kartę wędkarską wcale nie musi się zwrócić. Czy nadejdą w końcu czasy, w których świadomość ta stanie się powszechna?

Wróćmy jeszcze na moment do kwestii ciekawe na co złowił? Jak się okazało parę godzin później, rybnicki potwór skusił się na kulkę jednego z najstarszych i najbardziej znanych polskich producentów. I tu znowu pojawiły się złośliwe komentarze Acha, zgłosił na tę przynętę, bo zgarnął kasę.Tak się zastanawiam, co by było gdyby rybnicki cyprinus połknął kulkę zagraniczną… Pewnie okazałoby się, że ten karp wcale nie jest patriotą, a zwykłym zdrajcą. Pamiętacie, co się działo kiedy rekordowego karpia w jednej z naszych wód złowił Niemiec? Powszechnemu oburzeniu nie było końca, jak polska ryba mogła wziąć na wędkę Niemca?! Darujcie mi proszę te drobne złośliwości, ale obok pewnych rzeczy spokojnie przejść nie jestem w stanie.Z drugiej strony fakt, że przynęta była krajowa, wcale nie z poskutkował falą powszechnego zachwytu i dumy, jakie to znakomite kulki kręci owa polska firma. Nie, nic z tych rzeczy! Miał gość zwykły fart, ot co!Tak źle, a tak niedobrze.

To jednak nie wszystko – ponieważ Dawid to karpiarz o stażu wręcz symbolicznym (przypominam – to była jego druga zasiadka!), siłą rzeczy podczas rekordowej wyprawy zabrakło u niego pewnych elementów karpiowego must have. Młody wędkarz nie miał zatem maty karpiowej (choć przytomnie zastąpił ją pontonem) oraz odpowiednio dużego podbieraka. Co na to doświadczeni, internetowi łowcy? Skandal, jak mógł, masakra – to te najłagodniejsze komentarze. Wielu miało również poważne wątpliwości do sposobu prezentowania okazu do zdjęcia – że niefachowo, że źle ułożone palce i w złym miejscu podparty kolanem. Czy oczekiwanie, że nasza polska brać karpiowa łaskawie przymknie oko na owe niedociągnięcia i szczerze łowcy pogratuluje, było czystą naiwnością? Cóż, jeśli pominiemy wyjątki (na szczęście byli tacy, którzy wypowiadali się z autentycznym uznaniem), wychodzi na to, że niezły ze mnie naiwniak.

Niezwykle zabawna w całej historii jest również reakcja naszych niezawodnych sieciowych karpiarzy na fakt, że nad rybnickie morze – po chwilę chwały i miejsca w historii – zjeżdżają najznamienitsi łowcy z całego kraju, a tu piekarz z Czernicy, wsi w powiecie rybnickim, odwala taki numer. No jak on mógł?! Tak wziąć i złowić Rekord Polski! No, okazuje się, że jednak mógł. Sprawa została ostatnio oficjalnie przypieczętowana w redakcji Wiadomości Wędkarskich, czyli tam, gdzie zgłasza się rekordowe połowy. Jest nowy rekord, to już oficjalna wiadomość. Przypomniałem sobie przy tej okazji, że przez lata największym karpiem złowionym w Polsce był dwudziestosiedmio kilowy okaz, którego przechytrzył – proszę wybaczyć określenie – zwykły wędkarz. No tak, ale działo się to w czasach przed internetowych, a więc nie było odpowiedniego pola do rzeczowej dyskusji.

Nigdy nie mogłem pojąć, dlaczego tak mało ludzi jest w stanie po prostu ucieszyć się z czyjegoś sukcesu. Zwyczajnie powiedzieć Wow stary, bomba, fajnie, że Ci się udało. Gratuluję!Nie szukać przy tym „dziury w całym”, nie kwestionować, nie krytykować, nie wypominać tego lub tamtego. Wystarczy jednak, że popełnimy błąd, potkniemy się – wiecie, jak to w życiu. Grupa oceniających naszą wpadkę będzie rosła z każdą minutą, a od „dobrych” i „życzliwych” rad nie odpędzimy się przez wiele dni.

Wielkość łowionych okazów to w ogóle niezwykle ciekawy temat. Mam nieodparte wrażenie, że kwestia ta przerodziła się u nas w dość niepokojące zjawisko, z grubsza polegające na tym, że jeśli waga karpia nie plasuje się w okolicy 30+, to ryba taka – i jej łowca– nie zasługują na szczególną uwagę. „Fejmu” na FB nie będzie! Nie pamiętam natomiast, abym ostatnio czytał rozważania o niezwykłej urodzie złowionego karpia, jego niecodziennym kształcie, rzadkim kolorze, długim czasie wyczekiwania na branie, itp. Najsmutniejsze jest to, że patrzą na nas młodzi wędkarze, dopiero zaczynający swoją karpiową przygodę. I wiecie co? Oni kompletnie nie pojmują, o co w karpiowaniu chodzi. Dla nich nie liczy się przygoda, długa droga do sukcesu, radość z każdej złowionej ryby. Dlaczego? Bo po prostu nikt ich tego nie nauczył. Ważne jest tylko, czy ryba nadaje się (czytaj: jest wystarczająco duża) do pokazania. Bo jeśli będzie zbyt mała, znajomi złośliwie skomentują ale bączek.

Gratuluję Dawidowi wspaniałego połowu. Mam nadzieję, że zakocha się w karpiowaniu z wzajemnością. Z niecierpliwością czekam również na kolejne wieści z nad naszych wód. Sezon dopiero się rozpoczął, a zatem jeszcze wszystko przed nami. Czy naprawdę wierzycie, że w naszych wodach nie pływa choć jeden cyprinus z czwórka z przodu? No właśnie. Powodzenia!

 

tekst Mariusz Kapuściński foto Karol Błażyca, Mariusz Kapuściński

- Reklama -