Jak złowiłem Rekord Polski

0
257
- Partner portalu -

Gigantycznego karpia o wadze 36,4 kg złowił na łowisku Gosławice Mirosław Walczykiewicz. Połów miał miejsce 29 września br. i ryba została zgłoszona jako nowy Rekord Polski. Jako pierwsi publikujemy rozmowę ze szczęśliwym łowcą.

 

Wędkarstwo24: Mirek, czy przed tą niezwykłą zasiadką czułeś, że może się ona okazać aż tak „rekordowa”? A może przygotowania przebiegały jakoś inaczej niż przed poprzednimi wyprawami?

Mirosław Walczykiewicz: Nie, nic nie zapowiadało takiego niesamowitego sukcesu. Szczerze mówiąc było kompletnie zwyczajnie, jak przed każdą moją wyprawą. Mało tego – biorąc pod uwagę, że rok temu nad Gosławicami ustanowiłem swój personal best o wadze 28,4 kg, czułem, że może być ciężko „przebić” tamten sukces, w końcu blisko trzydziestokilogramowy karp to wielka ryba… Moje założenie było proste – chciałem po prostu „wygenerować” jak najwięcej brań.

Na miejsce, wraz z moim kompanem Sebastianem, dotarliśmy 26 września. Mieliśmy rezerwację na stanowisko nr 12. Zaczęliśmy chyba najbardziej klasycznie, jak to tylko możliwe – od sondowania łowiska. Podzieliliśmy przy tym nasz obszar łowienia na trzy strefy wędkowania i „podzieliliśmy” się wodą. Sebastian wybierał pierwszy. W końcu, popołudniu wywieźliśmy wszystkie zestawy.

Pierwsze branie nastąpiło na moim kiju, tuż przed godziną 21. Z uśmiechem na twarzy wyholowałem karpia o wadze 14 kg.  Reszta nocy minęła spokojnie. Nad ranem w podbieraku Sebastiana wylądowała sztuka o wadze 15 kg.  Po śniadaniu zdecydowałem zmienić jedną z miejscówek i przewiozłem zestawy. W południe na mojej macie pojawił się mały karpik, zaś a o godzinie 15:30 – pierwsza „dwudziesta” (24,3 kg). Godzinę później Sebastian holuje cyprinusa 19,1 kg. Poczuliśmy, że ryby ewidentnie zaczęły brać. Do północy – co dwie, trzy godziny – „pracują” wszystkie moje kije. Następny dzień mija nieco spokojniej – łowimy ryby ważące maksymalnie do 16 kg.

29 września nie zapowiadał się jakoś specjalnie. Koło południa ryby zaczęły wprawdzie brać, ale nie były zbyt duże. Koło osiemnastej w końcu jest jakiś „konkret” – ląduję sztukę o wadze 20,7 kg. Przewożę zestawy i przed dwudziestą ponownie mam branie – tym razem na lewym, skrajnym kiju ze środka wody. Kiedy zamierzam już finalizować hol, nagle odzywa się sygnalizator na moim prawym, skrajnym kiju. Proszę Sebastiana o zacięcie i przytrzymanie wędki, aby żyłka ciągle była napięta. W tym czasie podbieram tę pierwszą rybę, zabezpieczam podbierak i przejmuję kij. Rozpoczyna się – wtedy jeszcze tego nie wiedziałem – hol nowego rekordu Polski.

Czy walcząc z tą rybą od razu poczułeś, że jest ona aż tak wielka? Czy ten hol w ogóle różnił się od zmagań z innymi gosławickimi dwudziestkami?

Szczerze mówiąc pierwsza faza holu wcale nie zapowiadała, że pod drugiej stronie wędki znajduje się przeciwnik takiego kalibru. Po prostu niespiesznie, cierpliwie nawijałem żyłkę, mając wrażenie sciągania ciężkiej, ale kompletnie niewalczącej „kłody”. Dopiero po dłuższej chwili karp nieco się ruszył i postanowił skręcić w bok, w stronę otwartej wody. Ów manewr nie trwał jednak zbyt długo, po krótkiej chwili ryba skręciła nagle w kierunku trzcin i w końcu w nich „zaparkowała”, dosłownie metr od naszego pomostu. To właśnie wtedy – dostrzegając jak niewiarygodnie wielką rybę mam na haku – zaczęły mi drżeć ręce. Zacząłem się denerwować i poważnie zastanawiać, czy dam radę wygrać tę walkę. Kolejne minuty zdawały się trwać wiecznie. W końcu – tak naprawdę nie wiem po jakim czasie – Sebastian bezbłędnie wprowadził to monstrum do podbieraka.

Przy pierwszej próbie podniesienia zdobyczy, powiedziałem do swojego kompana – Jest trzydziestka. Dalsze przygotowania do zważenia karpia prowokują mnie do kolejnych spekulacji – Chyba będzie nawet trzydzieści plus! W końcu okazuje się, że ten gigantyczny okaz waży… 36,4 kg! To, co działo się później widać na filmie i zdjęciach. Nieopisana radość i świętowanie. To była niezwykła chwila, której nie zapomnę do końca życia. Mam nadzieję, że komisja przyjmie moje zgłoszenie i będę mógł w końcu oficjalnie powiedzieć – złowiłem Rekord Polski.

Co ciekawe, następnego dnia wczesnym rankiem ponownie wywiozłem zestawy i z każdego kija złowiłem jeszcze po sztuce dwadzieścia plus. Wtedy poczułem się niewyobrażalnie wprost szczęśliwy i spełniony. W końcu nieczęsto człowiek ma okazję w trakcie jednej wyprawy pobić Rekord Polski i przy okazji wyholować jeszcze pięć dwudziestek!

Najzabawniejszy w całej tej historii jest chyba fakt, że przede mną tę wielką rybę parę dni wcześniej wyholował inny karpiarz (ważyła wówczas mniej, bo 35,8 kg), a następnie tego samego dnia co ja, około godziny 7 rano, złowili ją wędkujący w tym czasie nad Gosławicami Brytyjczycy. Do dziś jestem w szoku, że kilka godzin później ta sama sztuka skusiła się na moją kulkę.

No właśnie – karp został złowiony na kulkę twojej produkcji. Widzę, że należysz do wciąż malejącej grupy wędkarzy, którzy sami przygotowują swoje przynęty i zanęty. Dziś to taki swoisty old school, większość bowiem stawia na gotowe produkty. Czy zdradzisz nam skład swoich boiliesów?

To prawda, uwielbiam kręcić kulki! Przygotowujemy je wraz z moim kompanem, poświęcając na tę robotę wiele wieczorów. Nowy Rekord Polski skusił się na przynętę, której bazą była mieszanka 50/50 polskiego producenta Tandem Baits. Także od TB pochodziły dodatki, które znalazły się w miksie. Smakowym motywem przewodnim był ananas. Warto było poświęcić czas na samodzielną pracę, choć bez wątpienia łatwiej i szybciej byłoby po prostu kupić wszystko w sklepie. Cóż, lubię wyzwania, a ryba złowiona na własnoręcznie wykonaną przynętę cieszy podwójnie.

 

Jeśli chciałbyś/chciałabyś poinformować nas o ważnym wydarzeniu, pisz na adres: redakcja@wedkarstwo24.com

- Reklama -