Ziarna – prawdy i mity

0
167
shrinkToFit

Prasa wędkarska pełna jest najróżniejszych tekstów poświęconych preparowaniu i wykorzystywaniu ziaren. Wiedziony hobbystyczną, ale też i zawodową ciekawością z uwagą, od lat, te teksty przeglądam. Używam przy tym z premedytacją terminu „przeglądam”, bowiem studiowanie byłoby swego rodzaju nadużyciem.

 

W zdecydowanej większości natrafiam w nich na informacje, które nie znajdują potwierdzenia ani w moim wieloletnim wędkarskim doświadczeniu, ani w wynikach naukowych badań, które doskonale znam z racji wykształcenia i wykonywanej profesji. Wkładam zatem przysłowiowy „kij w mrowisko” z nadzieją, że otwarte umysły czytelników Karpmanii wesprę profesjonalną wiedzą. Pozostali trwać pewnie będą pośród mitycznych przekonań, że skoro karp zębów nie ma, to twarde na pewno mu szkodzi.

Gotować czy nie gotować? Oto jest pytanie!

Czy zabieg ten pomoże, czy karpiowi ością w gardle stanie? Rozpocznę od kilku podstawowych informacji, które będą pomocne dla rozumienia sprawy. Po pierwsze trzeba sobie odpowiedzieć na następujące pytania. Co dzieje się z ziarnami podczas gotowania? Czemu ich gotowanie ma służyć?

Jak wszystko w życiu, proces ten ma zarówno swoje zalety, jak i wady. Podczas gotowania ziaren następuje tzw. „żelatynizacja” skrobi i denaturacja białka. Polega to na tym, że pod wpływem wysokiej temperatury łańcuchy wielocukru, jakim jest skrobia zostają przerwane. Podobnie jest z białkiem, gdzie zachodzi przerwanie wiązań w cząsteczkach białkowych. Naturalnie mocno sprawę upraszczam, aby uniknąć zanudzania was zawiłościami drugo i trzecio rzędowej budowy białek. Wracając do tematu – dzięki gotowaniu ziaren enzymy trawienne w przewodzie pokarmowym ryby mają dużo bardziej ułatwione zadanie. Mówiąc obrazowo, ktoś wykonał już za nie część pracy. Co za tym idzie, strawność tych składników pokarmowych znacząco wzrasta i jest to jeden z ważniejszych czynników przemawiających za tym by gotować.

Warto przy tym wiedzieć, że długość przewodu pokarmowego karpia to zaledwie 2,5 długości jego ciała. Przy tak krótkim przewodzie pokarmowym istotnym jest zapewnienie pokarmu lekkostrawnego. Paradoksalnie, w stosunku do ptaków czy ssaków, ryby bardzo dobrze wykorzystują pokarm. Dzieje się tak dlatego, że są organizmami zmiennocieplnymi i nie muszą lwiej części energii (pochodzącej z pokarmu) przeznaczać na ogrzanie swojego ciała, jak ma to miejsce właśnie w przypadku ptaków czy ssaków. Jako zupełną ciekawostkę podam, że w przypadku przemysłowych pasz dla zwierząt współczynnik pokarmowy (ilość paszy potrzebna na 1 kilogram przyrostu zwierzęcia) jest zdecydowanie najniższy właśnie dla pasz przeznaczonych dla ryb. Przykład? Współczynnik pokarmowy dla pstrągów oscyluje zazwyczaj na poziomie 1 kg paszy na kilogram przyrostu masy ryby. Wynik ten jest zupełnie nieosiągalny np. w przypadku drobiu, gdzie ów współczynnik wynosi 1,5-1,8 kg na kilogram przyrostu i trzody chlewnej – 2,6-2,8 kg na kilogram przyrostu.

Kolejnym faktem przemawiającym na korzyść procesu gotowania jest to, iż podczas tego zabiegu uwalnia się cała masa różnorodnych substancji, w tym tych aromatycznych, które uatrakcyjniają smakowo i zapachowo naszą zanętę. Trzeba przy tym jednak pamiętać, że gotowanie ułatwia „robotę” nie tylko enzymom trawiennym karpia. Lżej mają też niestety wszędobylskie bakterie, pleśnie i grzyby. Co za tym idzie, gotowane ziarna zdecydowanie bardziej podatne są na psucie, jeśli nie zostaną szybko wyjedzone. O tym, jak się przed tym zabezpieczyć przeczytacie w dalszej części tekstu.

Czytając całkiem niedawno artykuł w jednej z gazet wędkarskich natknąłem się na stwierdzenie, że surowe ziarna szkodzą rybom. Hmmm, wobec tego należałoby współczuć tysiącom ton karpia hodowanych w stawach rybnych, które nigdy nie zaznały smaku preparowanych ziarenek, a przez całe życie faszerowane były surowizną. Swoją drogą, w warunkach naturalnych proces gotowania ziaren też wydaje się nie być znany… Wracając jednak do meritum – jeśli uświadomimy sobie, że około 80% hodowców karpia do żywienia w stawach używa wyłącznie surowych ziaren, a efekty żywieniowe są zadowalające, to dojdziemy do wniosku, że tak naprawdę surowe ziarna wcale rybom nie szkodzą. Owszem, stopień wykorzystania pokarmowego surowych ziaren jest niższy niż gotowanych, trudno jednak wyobrazić sobie rybaka gotującego co drugi dzień zboże, częstokroć w ilościach kilku lub kilkunastu ton. Nie robi się tego z powodów czysto ekonomicznych.

Teza o szkodliwości ziaren surowych nie znajduje również poparcia w żadnych racjonalnych przesłankach. Kolejnym mitem jest stwierdzenie, że karp połyka w całości ziarna, co wiąże się z ryzykiem spęcznienia ich w przewodzie pokarmowym, i może w konsekwencji doprowadzić do daleko idących niestrawności. Nic bardziej mylnego! Ryby z rodziny karpiowatych wyposażone są w bardzo silne zęby gardłowe, którymi rozdrabniają nawet bardzo twarde pożywienie. Można to doskonale zaobserwować oglądając to, co pozostaje w worku karpiowym po kilkugodzinnym przetrzymaniu w nim karpia. Poza tym wspomniane pęcznienie ziaren – najbardziej charakterystyczne dla tych z rodziny strączkowych (groch, łubin) – jest tak naprawdę procesem bardzo szybkim, bo już zaledwie po dwóch godzinach moczenia w wodzie nasiona te podwajają swoją objętość. Moja sprawdzona metoda to moczenie ziaren w wodzie z dodatkiem boostera, który nada przynęcie wybraną nutę smakową i dodatkowo osłodzi ziarna.

W tym miejscu wrócę do postawionego na wstępie pytania – po co gotować? Właśnie, w całej tej „zabawie” w preparowanie ziaren trzeba pamiętać o celu, w jakim to robimy. W moim przekonaniu tym celem jest zachowanie selektywności naszej zanęty, tak, aby trafiła ona w większości do przewodu pokarmowego karpia, a nie była zanętą ogólnego zastosowania dla ryb karpiowatych. Cechą szczególną ziaren surowych jest ich zdecydowanie większa selektywność w stosunku do ziaren preparowanych. Zbyt rozgotowane ziarna w większości padają łupem leszczy, karasi i innych ryb karpiowatych (niekoniecznie nas interesujących). Kompromisem, którego zresztą jestem zwolennikiem, jest takie preparowanie ziaren, które nie prowadzi do nadmiernego ich rozgotowania. Dla przykładu – w przypadku kukurydzy na ogół wystarczy zalać ją wrzątkiem i pozostawić na około dwie godziny do samoczynnego wystudzenia. Dzięki temu uzyskamy efekt polepszenia walorów smakowych z jednoczesnym zachowaniem optymalnej twardości naszej zanęty, co zapobiegnie zbyt szybkiemu wyjadaniu jej przez drobnicę. Drobnicę – nie obrażając łowców np. dużych leszczy – w naszym, karpiowym mniemaniu.

Porównanie walorów ziaren gotowanych i surowych

Ziarna preparowane Ziarna surowe
·       poprawa strawności składników pokarmowych

·       polepszenie walorów smakowych

·       zmniejszenie walorów selektywności zanęty

·       potrzeba dodatkowego czasu na przygotowanie zanęty

·       brak szkodliwości zabiegu na organizm ryby

·       wysoka podatność na psucie pod wpływem działania bakterii, pleśni i grzybów.

·       zachowanie strawności bazowej

·       walory smakowe swoiste dla surowych ziaren

·       wyższa selektywność

·       krótki czas przygotowania zanęty

·       brak szkodliwości dla ryb

·       zdecydowanie niższa podatność na psucie pod wpływem działania bakterii, pleśni i grzybów

Najpopularniejsze ziarna, ich współczynnik pokarmowy, najlepszy sposób przygotowania

Rodzaj ziarna Współczynnik pokarmowy dla ziarna surowego Najlepsza metoda preparowania
Pszenica 5 gotowanie
Kukurydza 6-7 gotowanie
Pszenżyto 5-6 gotowanie
Konopie paszowe *brak danych gotowanie
Orzech tygrysi *brak danych gotowanie (fermentacja)
Łubiny 3-4 moczenie
Soja 3-4 moczenie
Groch 3-5 moczenie
Wyka 4-5 gotowanie

Najpopularniejsze ziarna

Pszenica – posiada dobre właściwości odżywcze, chętnie zjadana przez karpie, zalecana do stosowania, jako dodatek do mieszanki ziaren w ilości maksymalnie 20%

Kukurydza – bardzo popularna zanęta, stosowana powszechnie z uwagi na niską cenę. Chętnie zjadana przez karpie, ma dobre właściwości selekcyjne. Odmiana czerwona zalecana w przypadku łowisk płytkich, podatnych na wyjadanie zanęty przez ptactwo wodne

Konopie paszowe – bardzo chętnie zjadane ziarna przez karpie. Ziarna surowe mają tendencję do pływania, dlatego konieczne jest ich gotowanie, aż do wypuszczenia tzw. „białych kiełków”. Legendy mówią o tym, że konopie przyspieszają trawienie. Zanęta bardzo odżywcza z uwagi na dużą zawartość białka i tłuszczów

Orzech tygrysi – ostatnimi laty bardzo popularna zanęta. Z uwagi na duży rozmiar i specyficzną twardość zanęta bardzo selekcyjna. Przed użyciem trzeba je ugotować. Zanęta chętnie zjadana przez karpie

Łubiny – tania, doskonała zanęta, bardzo chętnie zjadana przez karpie, posiada bardzo dobre właściwości odżywcze z uwagi na dużą zawartość białka. Najpowszechniej dostępny jest łubin żółty, jednak z uwagi na wielkość i zawartość składników odżywczych zdecydowanie najlepszym wyborem jest łubin biały. Pamiętajmy, że przed zastosowaniem łubinów dobrze jest je wcześniej zamoczyć

Soja – bardzo dobra zanęta, jednak trudno ją zdobyć w postaci całych ziaren. Jest dobrze trawiona przez karpie. Ziarna po namoczeniu zwiększają kilkukrotnie swoją objętość, dzięki czemu wzrasta ich selekcyjność

Groch (peluszka) – niestety, karpie nie przepadają za grochem, dlatego ziarna te powinny stanowić jedynie dodatek w mieszankach ziaren w ilości max 10%. Wartość odżywcza dość wysoka. Przed podaniem groch koniecznie należy namoczyć

Najpopularniejsze ziarna – zawartość najważniejszych składników odżywczych

Rodzaj Zawartość białka Zawartość tłuszczów
Kukurydza 9 % 6-7 %
Pszenica 14 % 2-3 %
Łubin żółty 40-46 % 5 %
Łubin wąskolistny 29-34 % 5 %
Łubin biały 30-40 % 10-15 %
Soja 35-50 % 13-22 %
Konopie paszowe 25 % 25-38 %
Groch (peluszka) 23-27 %
Orzech tygrysi 4,5 % 24-25%

Czy gotowanie to jedyny sposób preparowania ziaren? Oczywiście, że nie. Są też inne metody – nie wiedzieć dlaczego – mało doceniane przez większość karpiarzy. Co ciekawe, skrzętnie skrywają je starzy wyjadacze. Tymczasem, w kontekście coraz głośniejszych dyskusji na temat pH przynęt i zanęt, metody te są warte rozważenia i omówienia.

Na kwaśno

Pierwsza z owych metod (moja ulubiona zresztą) to zakiszanie ziaren. Zabieg niezwykle prosty i mało pracochłonny. Wystarczy zalać ziarna letnią wodą z dodatkiem soli kuchennej (w ilości jednej łyżki stołowa na jeden litr wody), by po kilku dniach mieć gotową, bardzo atrakcyjną zanętę, a co bardzo ważne – odporną na psucie. Dzieje się tak dzięki wysokiej zawartości kwasu mlekowego, będącego naturalnym produktem metabolizmu bakterii. Pamiętajcie tylko, że ziarna zwiększą swoją objętość, dlatego nie należy wypełniać nimi całego pojemnika i pozostawić nad nimi odpowiedni zapas roztworu wody z solą. Wszyscy doskonale wiemy zresztą, czym jest kiszenie. To w naszej tradycji kulinarnej, obecna niemal od zarania dziejów, metoda przedłużenia czasu przydatności do spożycia wielu produktów roślinnych. Dlaczego nie przenieść jej więc na płaszczyznę karpiową? Absolutnie warto!

Bez obaw moi drodzy, to patent mocno sprawdzony przez starych wyjadaczy sceny karpiowej. Sam wielokrotnie go stosowałem i wiem, że w niektórych wodach sprawdza się wprost kapitalnie, a karpie tylko czekają na swoją ulubioną kiszoną kukurydzę. Zaletą jest to, że jeśli zakisimy większą ilość zanęty to możemy z owych ziaren korzystać sukcesywnie, bez obawy, że ulegną popsuciu (o czym już wspominałem). Poza tym ziarna te są dużo bardziej odporne na psucie się w środowisku wodnym w porównaniu z tymi, przygotowanymi najpopularniejszą metodą – czyli poprzez gotowanie. Zachęcam gorąco do eksperymentowania w tym temacie. Osobiście kiszę ziarna surowe, ale warto też spróbować najpierw delikatnie je podgotować, a następnie zakisić. Uzyskacie wówczas zanętę ukierunkowaną na niskie pH. Swoją drogą, w przypadku przedłużającej się ponad plan zasiadki, takie ziarenka mogą być uzupełnieniem, tudzież urozmaiceniem naszej osobistej diety. Co powiecie na posypkę kukurydzianą do wieczorno-grillowej karkóweczki? Cóż, może to nieco hardcorowa propozycja, jednak wśród karpiarskiej braci twardzieli przecież nie brakuje.

Zasadowo

Skoro było o metodzie kwasowej, to czas na metodę zasadową, ukierunkowaną w celu podwyższenia pH. Wchodzimy zatem w obszar klimatów zdecydowanie biesiadnych. Jeżeli przyjąć, że karpie podzielają naszą skłonność do czerpania przyjemności z finalnych efektów procesu fermentacji alkoholowej, to mamy zanętę znakomitą! Bo to i radość im sprawi, i mniej ostrożnymi uczyni… choć przedawkowanie grozi zanikiem brań przez całą kolejną dobę, na skutek przypadłości, której – jak mniemam – większość z nas niejednokrotnie doświadczyła. Cóż, nie ma róży bez kolców…

Od fantazjowania przejdźmy jednak do sedna sprawy. Receptura jest prosta, choć nieco droższa od zakiszania. Chyba każdy zna datę Bitwy pod Grunwaldem – to rok 1410. Jak ją zastosować do naszych celów? Nic trudnego, oto lista zakupów: 1 kg cukru, 4 litry wody, 10 g drożdży i zalewa gotowa. Reszta to już kwestia czasu, a i możliwości kombinacyjne – niemal nieograniczone. Znam wielu wytrawnych wędkarzy, którzy stosują tę metodę od lat ze znakomitymi wynikami. Co prawda jest pewne ryzyko, że karpie się uzależnią, ale czy w gruncie rzeczy nie o to nam chodzi? Apropos, przypomniał mi się pewien zootechniczny dowcip o inseminatorze. Chłopina – zgodnie ze swoim fachem – zajmował się jałówkami w jednym z gospodarstw rolnych. Po którymś tam kolejnym nieudanym razie jedna z jałówek urwała się z łańcucha i biegnie za inseminatorem. Kiedy chłop się zatrzymał, jałówka podeszła do niego powoli, omiotła zalotnym spojrzeniem i z niejakim wyrzutem zapytała: „A buzi?!”. Zupełnie jednak poważnie – trzeba mieć świadomość, że znacząca część alkoholu zawartego w ziarnach ulegnie wypłukaniu. Nie grozi nam więc – niestety – sfora wyskakujących ponad wodę karpi, rozglądających się niecierpliwie za wędkarzem z kolejną dostawą sfermentowanego ziarna. Z praktycznego punktu widzenia ważnym jest to, że podczas fermentacji alkoholowej wytwarza się taka ilość etanolu, która uniemożliwia namnażanie się wszystkich niekorzystnych bakterii i pleśni, które mogłyby doprowadzić do psucia się ziaren. Drożdże rozłożą też część cukrów, przez co wzrośnie zawartość białka w naszych ziarnach.

W przypadku obu opisanych metod niewykorzystaną część ziaren powinniśmy pozostawić w roztworze naszej mikstury, celem zabezpieczenia zanęty przed popsuciem. Roztwór zawierający kwas mlekowy (kiszenie) i etanol (w przypadku fermentacji alkoholowej) działają konserwująco. Reasumując, obie metody są bez wątpienia skuteczne, jednak nie zalecałbym ich ciągłego stosowania przez dłuższy okres czasu z uwagi na to, że nikt tak naprawdę nie badał skutków długotrwałego nęcenia tego typu zanętą.

Gotowe mieszanki ziaren

Oczywiście nie wszyscy mają czas i warunki, aby przygotowywać sobie ziarenka w domu. Warto wówczas skorzystać z „gotowców”, oferowanych przez profesjonalne firmy. Takie mieszanki posiadają pewne zalety, które może być ciężko uzyskać domowymi sposobami. Po pierwsze w skład profesjonalnych produktów wchodzą różne ziarna, dobrane pod względem przygotowania i składu do konkretnych gatunków ryb. Należy mieć przy tym świadomość, że mieszanki dla karpi znacząco różnią się od tych, dedykowanych np. dla linów czy karasi (które są bardziej rozgotowane, przez co ich walory selekcyjne stają się nieco niższe). Po drugie gotowe mieszanki poddane są procesowi konserwacji trudnemu do osiągnięcia w domowych warunkach. Trudno przecież wyobrazić sobie, by przeciętny Kowalski zabezpieczył swoją zanętę przed psuciem, pakując ją w atmosferze neutralnego gazu, np. azotu (który dodatkowo przedłuża świeżość produktu).

Na co warto zwrócić uwagę przy zakupie gotowych, preparowanych mieszanek? Po pierwsze – to, co powinno nas najbardziej interesować to stopień rozgotowania ziaren. Pamiętajmy o selektywności naszej przynęty – niektóre, tanie produkty są zbyt mocno rozgotowane i częstokroć nie spełniają swojej funkcji (są bardzo szybko wyjadane przez drobne ryby). Dobra rada – lepiej kupić kilogram profesjonalnych ziaren, niż – za podobną cenę – dwa kilo, tyle, że taniego produktu. Zapewniam, że w pierwszym przypadku efekt wabienia będzie dużo lepszy. Druga, istotna cecha to skład mieszanki – im bogatszy, tym lepiej – karpie lubią urozmaicony pokarm. W mieszankach dla cyprinusów obowiązkowo powinny znaleźć się ziarna kukurydzy i łubinu, stanowiące bazę zanęty partykularnej. Produkty takie powinny być również wzbogacone o konopie i orzechy tygrysie, które są niezwykle lubiane przez naszych milusińskich – dzięki temu przedłużymy czas pobytu ryb w łowisku.

Jak to zwykle bywa, wędkarskie przekonania są wypadkową zdobywanego nad wodą doświadczenia, toczonych (niekoniecznie nad wodą, choć często przy wodzie) dyskusji, ale także i przysłowiowego łutu szczęścia. W szczególności chyba to ostatnie przydaje owym przekonaniom siły, a dyskutantom –zaciętości. Rzadko przy tym sięgamy do wyników ichtiologicznych analiz, w przekonaniu, że jajogłowi o wędkowaniu wiedzą niewiele. Cóż, o wędkowaniu może i niewiele (choć trafiają się wyjątki od tej reguły!), jednak o żywieniu ryb – naprawdę sporo. Wiedza ta znajduje swoje liczne odniesienia w wędkarskiej, a w tym przypadku – karpiowej praktyce.

Łowić lepiej i więcej – czyli jak? W moim odczuciu odpowiedź brzmi: świadomie! Owa świadomość powinna dotyczyć wszystkich aspektów naszego karpiowego rzemiosła, zaczynając od łowiska, sprzętu i taktyki, a na przedmiocie niniejszego artykułu kończąc – zaznaczam, iż kolejność tej niekompletnej wyliczanki jest zupełnie przypadkowa. Pamiętajcie – im więcej rzetelnej wiedzy o naszym hobby posiądziemy, tym częściej gościć będziemy na matach obiekty naszej wędkarskiej żądzy.

tekst i foto Marek Hallas

Artykuł pochodzi z Karpmanii nr 1/2015

shrinkToFit